Według apokryfu, Jezus Chrystus nie został ukrzyżowany i nie był synem Boga

Kategorie: 

http://litcult.ru/news2/8019

W Turcji znajduje się Biblia, spisana ponad 1500 lat temu, która spowodowała poważne zaniepokojenie Watykanu. Stara księga zawiera Ewangelię Barnaby – jednego z uczniów Jezusa Chrystusa, który podróżował z apostołem Pawłem.

 

Biblię znaleziono w 2000 roku, ale przez 14 lat fakt ten utrzymywano w ścisłej tajemnicy. Obecnie dzieło przechowywane jest w Muzeum Etnograficznym w Ankarze. Jego strony, wykonane ze skóry zwierzęcej, poczerniały na skutek upływu lat. Cały tekst napisany jest w dialekcie aramejskim, a więc w języku Jezusa Chrystusa.

 

Eksperci udowodnili, że książka jest oryginalna. Odkryto w niej treść tekstu, z którego wynika, że Jezus Chrystus nie został ukrzyżowany i nie był synem Boga. Stwierdza się jednak, że Jezus był prorokiem i żywy wstąpił do nieba, a Paweł nie był apostołem, lecz samozwańczym oszustem. Kolejna rewelacja – zamiast Jezusa ukrzyżowano Judasza Iskariotę. Z tekstu wynika również, że wkrótce spodziewać się należy nadejścia ostatniego mesjasza z kręgu islamskiego.

 

Watykan zamierza przeprowadzić bardziej szczegółowe badania Biblii. Sprawą mają zająć się katoliccy eksperci wraz z ich tureckimi odpowiednikami. Uważa się, że na Soborze Nicejskim Kościół Katolicki wprowadził cenzurę fragmentu, który był częścią Biblii, usuwając Ewangelię Barnaby.

 

Ocena: 

3
Średnio: 3 (2 votes)

Komentarze

Portret użytkownika Angelus Maximus Rex2

Baranek boży to humanoid,

Baranek boży to humanoid, wierzący w chorą korę brzozy, leżący krzyzem na posadzce zanieczyszczonej odchodami ptaków, wznoszący oczy do trupa na krzyzu i dopominający się o armagedon w imie boskiego miłosierdzia... waląc się w chuderlawą pierś z poczuciem wielkiej winy, (za to że żyje)...

z tych baranków Panowie wypiją krew a ścierwo rzucą innym barankom klęczącym przy ołtarzu...

...Angelus Maximus Rex

Portret użytkownika Pacal

Ewangelia Barnaby –

Ewangelia Barnaby – apokryficzna ewangelia powstawała w środowisku muzułmańskim w XIV wieku, najprawdopodobniej napisana przez konwertytę na islam. Pisana jest językiem starowłoskim, z silnymi naleciałościami dialektu weneckiego. Tekst zawiera anachronizmy, m.in. odniesienie do obchodzenia co 100 lat Roku Jubileuszowego, choć ustanowił go dopiero w 1300 roku papież Bonifacy VIII. - https://pl.wikipedia.org/wiki/Ewangelia_Barnaby .

Portret użytkownika jaa

na którymś z programów

na którymś z programów popularno-naukowych było, że ojcem Jezusa miał być jakiś rzymski żołnierz z pochodzenia Fenicjanin, czy ktoś taki. Potem ten Fenicjanin podobno był przeniesiony gdzieś na terenie współczesnych Niemiec. Niby jest nawet jakiś jego grób czy pomnik. Co do Jezusa, to w związku z tym, kim był jego ojciec, nie mógł ożenić się z Żydówką, tylko z kimś, skąd pochodził ojciec. Bo chyba taka była tradycja w tamtych regionach. Maria Magadalena była, według tego programu, jakąś kapłanką fenicką. Co to znaczy? Może to, że skoro ona była kapłaną, to mogła znać kogoś, kto umiał różne rzeczy robić, w pełni magiczne, lub przypominające cuda. Może Jezus też się nauczył. A, może miał jakiś wrodzony talent do takich rzeczy. To nie jest wykluczone, bo sam fakt, że jest takie parcie na "wyznawanie" Jezusa, świadczy dość dobitnie, że były w jego przypadku zastosowane pewne elementy sugestywno-hipnotyczne wzmacniające jego kult. Biorąc pod uwagę, że, jak nieraz można obejrzeć w takich programach, są ludzie o wykształconych, nabytych, lub wrodzonych zdolnościach, wykraczających poza ramy codzienności, typu hipnoza, sugestia, a nawet inne, typu telepatia, telekineza, lewitacja itp., to śmiało można założyć, że w tamtych czasach istniało dość sporo ludzi, którzy umieli takie zdolności rozwijać. Co, może zarówno świadczyć, że byli kimś ponadprzeciętnym, albo nawet jakimś wybrańcem albo, że zwyczajnie umieli wykorzystywać różne, dostępne każdemu siły, energie lub dodatkowe funkcje ciała. Skoro Jezus stwierdzał, że to, co on robi może robić każdy, to wychodzi na to, że te różne zdolności, uważane za jakieś boskie, są dostępne każdemu, kto umie się odpowiednio zmotywować lub przestawić. A, że na bazie tego co robił, powstały różne organizacje, to skądinąd oczywiste, bo przeważnie, jeżeli coś się rozwija, to z biegiem czasu też się przekształca. Co do tego czyim był synem, to można chyba przyjąć założenie, że jakiś byt ponadludzki lub pozaludzki albo nawet więcej bytów, funkcjonuje w tym co nazywamy światem lub ewentualnie poza nim, ale oddziałując na ten nasz świat więc założenie, że ktoś jest synem takiego kogoś też może być prawidłowe w tym sensie, że taki byt (i nie jest to moje wymyślenie, bo choćby Parki, ale też wiele innych przykładów wskazuje, że ludzie tak postrzegali rzeczywistość) może w jakiś sposób oddziaływać na zachowania ludzi przez co przypisywać sobie prawo do dysponowania nimi jako swoją własnością lub inną, podobną strukturą. Co wskazuje na to, że ma to jakieś konotacje magiczno-dżinowe albo coś w tym stylu? W pewnych latach dość powszechne było nieowlnictwo ale także przynależność z urodzenia do jakiegoś władcy. Czyli, że jak się ktoś gdzieś urodził, to z miejsca byl podwładnym kogoś, kto był władcą. Jezus, a przynajmniej jest takie założenie, miał być tym, kto "wyzwoli" ludzi spod władztwa tych różnych władców ziemskich. Oczywiście nie wszystkich, tylko tych, którzy spełniają normy. Czyli cały system związany z Jezusem lub kimś, za kogo Jezusa się uważa, odnosi się do konkretnych sytuacji mających kiedyś, a nawet dzisiaj, miejsce. Czy to znaczy, że ma to jakieś ponadziemskie odniesienie? Czyli, czy Jezus kiedyś wróci i to z nieba? Jeżeli wróci z nieba, to siłą rzeczy albo na jakimś "pojeździe kosmicznym", co w tych różnych programach tv jest rozważane w ten sposób, że albo jacyś obcy nam kosmici mogą się zajwić, bo może już kiedyś tu byli i zechcą sprawdzić co i jak, albo może to jakaś akcja wcześniejszych inteligentnych mieszkańców tego świata, albo ewentualnie jakieś grupy ludzkie z przyszłości co i rusz przybywają w odpowiednich warunkach do przenoszenia się, po to, żeby w miarę możliwości wywierać odpowiedni wpływ na ludzi, którzy akurat wtedy się znajdują. Jest też opcja, że nasz świat, to taka wylęgarnia ich kadr. Ich lub też innych, w zależności, co kto sobie wybierze lub nie wybierze. Bo, może brak wyboru też klasyfikuje do tego, gdzie ktoś ma się potem znaleźć. Jakby nie było, to wydaje się, że jest jakaś wzajemna zależność, która determinuje tworzenie się naprzemiennie różnych sprzyjających różnym "stronom" warunków do zaistnienia i rozwoju. Czyli zasada akcja-reakcja jest tu chyba dość dobrze widoczna. Czyli, że aktywność jednej ze stron powoduje równocześnie wzrost warunków do rozwoju aktywności drugiej ze stron. A, te z kolei generują nowe aktywności, co siłą rzeczy prowadzi albo do eskalacji i wyniszczenia albo do ciągłego balansowania na krawędzi tegoż wyniszczenia. Jaki stąd wniosek? Chyba taki, że wszystkie strony konfliku egzystencjalnego są pozbawione prawidłowego osądu sytuacji i związanych z tym prawidłowych reakcji, które by umożliwiły osiągnięcie wspólnego konsensusu, prowadzącego do właściwego rozwoju. A, skąd ten ciągły rozdźwięk? Pewnie stąd, że obie strony podpierają się tym samym, czyli silnym, a nawet bardzo silnym przekonaniem o własnej nieomylności, co wskazuje na poszlakę, że obie strony mają ten sam rodowód.

Strony

Skomentuj