Czy kosmici kontrolują ziemską broń atomową?

Kategorie: 

Źródło: pixabay.com

Do zdarzenia o którym opowiemy dzisiaj doszło w październiku 2010 roku. Wtedy to świat obiegła informacja, że Warren Air Force Base w Wyoming straciła kontrolę nad 50 międzykontynentalnymi jądrowymi rakietami balistycznymi. Urzędnicy stwierdzili, że przyczyną był brak komunikacji między centrum kontroli i bronią. Szczególnie ciekawe z naszej perspektywy jest jednak to, że niedługo po tych wydarzeniach trzech techników rakietowych stacjonujących w bazie wzbudziło nowe pytania o tym wypadku. 

 

Mało kto pamięta, że z incydentem zbiegły się raporty o obserwacji UFO w tym regionie. Na ten fakt zwrócił uwagę badacz UFO Robert Hastings. Jak twierdził, przerwa w zasilaniu trwała znacznie dłużej niż przyznają siły powietrzne USA. Zgodnie z tym co wiemy awaria z 23 października 2010 oznaczała, że jedna dziewiąta arsenału nuklearnego w Ameryce przeszła w tryb offline na prawie godzinę. Rzecznik amerykańskich sił powietrznych twierdził, że był to "problem sprzętowy, powodowany przez podziemny kabel łączący centrum dowodzenia z pociskami".

Te niezidentyfikowane problemy zakłóciły komunikację między centrum sterowania i rakietami. W tym samym czasie, zdaniem rzecznika, wojsko było w stanie monitorować bezpieczeństwo pocisków rakietowych. Urzędnik Ministerstwa Obrony nalegał jednocześnie, że nigdy nie było żadnego niebezpieczeństwa przypadkowego uruchomienia rakiet.  Incydent ten został uznany za na tyle poważny, aby poinformować o nim ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamę. Nie było żadnych dowodów świadczących o sabotażu, a USA nie straciły zdolności do uruchomienia rakiet, choć można to było zrobić tylko z powietrznego centrum kontroli w Air Force One.
 

Niedługo po zajściu tego incydentu, w sprawę zaangażował się jednak ufolog Robert Hastings. Jego zdaniem, działo się tam znacznie więcej niż przyznaje wojsko. Według Hastingsa, trzech techników odpowiedzialnych za obsługę rakiet zgodziło się z nim porozmawiać na ten temat zastrzegając sobie anonimowość. Rzekomo ujawnili oni, że wojsko zachowało w tajemnicy obserwacje UFO, które miały miejsce w tym samym momencie co przerwy w dostawie prądu.


Świadkowie, zgłosili obserwację "dużego obiektu w kształcie cygara wysoko nad bazą rakietową". Obiekt miał być widziany na niebie nad bazą, przez cały weekend, zarówno w trakcie zakłóceń jak i następnego dnia. Zgodnie z jego słowami:

Mam szczegółowe informacje o tych wydarzeniach. Wojsko powiedziało, że zakłócenia (rakiet) trwały 59 minut. W rzeczywistości trwały przez około 26 godzin. Zdarzenie prowadziło do bardzo specyficznej sekwencji, w której te pięć rakiet, przechodziło w tryb online i offline, gdy tylko pojawiał się obiekt. Mam to wszystko opisane aż do najdrobniejszych szczegółów. Naoczni świadkowie zgodzili się, że to, co widzieli "nie mogło być komercyjnym sterowcem. Nie miało gondoli ani reklam na kadłubie. Ponadto, jego proporcje (długość do szerokości) były bardzo podobne do Zeppelinów stosowanych podczas I wojny światowej. Długie i cienkie, ale nie takie, jak kształt nowożytnych komercyjnych sterowców. Świadkowie nie twierdzą jednak, że domniemane UFO było przyczyną przerwy zasilania.

To nie pierwszy raz, gdy Hastings zgłosił obserwację UFO w okolicy instalacji z rakietami jądrowymi. Ten sam ufolog zwołał konferencję prasową we wrześniu 2010 roku, gdy sześciu byłych oficerów Sił Powietrznych postanowiło ujawnić, że na przestrzeni lat dokonywano wielu obserwacji UFO w miejscach przechowywania rakiet. Rzekomo takie incydenty miały mieć miejsce od 1948 roku, a podobne niesklasyfikowane obieky pojawiają się również nad niebem w Wielkiej Brytanii. 


Warto przypomnieć w tym miejscu wypowiedź byłego astronauty Edgara Mitchella z 2015 roku w wywiadzie dla The Mirror. Jak twierdził, UFO było wielokrotnie widywane niedaleko instalacji jądrowych i często wyłączało systemy elektroniczne rakiet. Rzekomo oficerowie twierdzili nawet, że pojazdy UFO zestrzeliwały ich pociski w locie. Choć cała ta sprawa ma również dość niejasne drugie dno.

Fakt, że pod takimi rewelacjami podpisuje się absolwent MIT z tytułem doktorskim, ma prawo budzić konsternację. Nieucziwym byłoby jednak nie wspomnieć, że sam  Mitchell jeszcze za swojego życia twierdził, że podczas gdy udzielał wywiadu dla The Mirror, wiele z przypisanych mu twierdzeń nie pochodziły od niego. W swoim sprostowaniu Mitchell dodał również, że niektóre elementy z wywiadu były zgodne z prawdą, jak sam powiedział:

Wielokrotnie opowiadałem ludziom o moich kontaktach z oficerami wojskowymi pracującymi nad silosami rakietowymi podczas Zimnej Wojny, którzy osobiście powiedzieli mi o Niezidentyfikowanych Obiektach latających pojawiających się podczas niektórych testów i wyłączających rakiety skierowane w stronę ZSRR. [...] Nie jest to nic nowego, a raczej była to dość powszechna wiedza wśród oficjeli wojskowych w tamtych latach

Wygląda więc na to, że Mitchell nie odżegnywał się od samego wątku wyłączania rakiet balistycznych a raczej bezpośredniego zestrzeliwania amerykańskich rakiet przez przybyszy. W tym samym czasie, dziennikarz przeprowadzający wywiad z byłym astronautą Jasper Hamill, utrzymuje, że dokładnie przekazał całą treść przekazu. Redaktorzy z The Mirror stoją za nim murem i są przekonani, że rozmowa z 5 Maja przebiegała zgodnie z tym co mówi ich kolega i jako dowód wskazują na jego notatki z rozmowy z Mitchellem. Mamy tu więc doczynienia z sytuacją, w której jedno słowo stawiane jest przeciw drugiemu.


Dla tych którzy nie wiedzą, Edgar Mitchell dzielił się ze światem swoimi spostrzeżeniami na temat UFO od 1996 roku. Wtedy udzielił pamiętnego wywiadu, w którym opisał swoje spotkanie z wysoko postawionymi urzędnikami trzech państw, którzy przyznali mu się, że mieli kontakt z formami pozaziemskiego życia. Astronauta twierdził nawet, że incydent z Roswell był spowodowany przez rzeczywisty statek kosmiczny, który został przejęty przez rząd USA. Sugerował wręcz, że Amerykanie rzeczywiście przeprowadzili autopsję na pasażerach tego statku oraz że pozyskali z niego jakąś technologię.

Niedługo minie 75 lat od jedynego w historii militarnego wykorzystania broni atomowej. Do tej pory sądziliśmy że to strach przed autodestrukcją powstrzymywał człowieka od wykorzystania ponownie broni nuklearnej. Warto się zastanowić czy to co Edgar Mitchell opowiada o kosmicznych interwencjach w amerykański program nuklearny, oraz słowa Hastings który już niemal 50 lat bada tego typu incydenty nie jest poszlaką wskazującą na to, że obcy powstrzymują naszych przywódców przed zagładą ludzkiej cywilizacji ?

 

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika YaHu

Załóżmy ze w Roswell wszystko

Załóżmy ze w Roswell wszystko sie wydażyło i wojsko pozyskało technologię. To taki przelot nad tymi rakietami, mogł być zwykłym nieoficjalnnym ćwiczeniem nad neutralizacją rakiet balistycznych przeciwnika. 

https://www.youtube.com/watch?v=6-mCP7ryGow

Krótko i ciekawie. Gdyby uznać za fakt istnienie możliwości wyłączania grawitacji, wszystko stało by się logiczne. Wszystkie monumenty na świecie, piramidy i transport ogromnych kamieni do budowy. Szare eminencje tego świata już dawno to odkryły, ale nie chca się tym podzielić a każdy amator co poliże prawdy albo umiera albo dostaje kasę.

Skomentuj